wtorek, 6 sierpnia 2013

Notowania Open Life GP5 UFK

Po pół roku od ostatniego wpisu postanowiłem sprawdzić jak mają się notowania funduszu Open Life GP5 UFK, na którym opiera się zakupiony przeze mnie w listopadzie 2011 roku w Getin Banku "produkt", o którym piszę na tym blogu. Okazuje się, że spadek z 250 zł za jednostkę uczestnictwa do 154 zł w połowie ubiegłego roku nie było końcem upadku. Obecnie jednostka uczestnictwa tego funduszu to 96 zł czyli z każdych 100 zł pozostało trochę powyżej 38 zł. Pięknie, nieprawdaż?

Jak przyglądam się swoim nowym oszczędnościom, którymi są zwykłe lokaty bankowe i jednostki uczestnictwa w zwykłych funduszach inwestycyjnych, to mimo ich nieznaczących wzrostów (spadki stóp procentowych) czuję ... sielski spokój.

piątek, 1 lutego 2013

Częstujcie się

Dziennikarz Gazety Wyborczej Maciej Samcik w swoim poście na blogu przytoczył pismo prawnika, które ten wystosował wobec Getin Banku w związku z wprowadzeniem w błąd swojego klienta, który kupił polisolokatę w Getinie.Jeśli nie czytasz Samcika, to może poniższy tekst przyda Ci się, aby sformułować skuteczną reklamację wobec Getin Noble Banku?

"Niniejszym zgłaszam żądanie zwrotu środków ulokowanych w produkcie o nazwie (...) w kwocie (...) na podstawie umowy zawartej dnia (...). Niniejsze żądanie składam w związku z naruszeniem przepisów prawa i etyki zawodowej wobec mnie przez agenta/doradcę finansowego/doradcę bankowego, działającego na rzecz (....) Żądam bezkosztowej likwidacji produktu o nazwie (...) na następujących, nienegocjowalnych warunkach: zwrot 100% wpłaconej przeze mnie kwoty na mój rachunek, numer (...) prowadzony przez bank (...) do dnia (...) 2013 r. W przypadku nieuznania całości mojego roszczenia i/lub bezskutecznym upływie powyższego terminu skieruję sprawę do sądu cywilnego, gdzie moim reprezentantem prawnym będzie Rzecznik Ubezpieczonych, co automatycznie zwolni mnie z kosztów sądowych, w myśl art. 96 ustawy z dnia 28 lipca 2005 roku o kosztach sądowych.
Zawarta przeze mnie umowa ubezpieczenia należy do umów nazwanych, tzn., że został ona uregulowana w powszechnie obowiązujących przepisach prawa. W tym przypadku przepisy znajdują się w tytule XXVII, dziale I i III kodeksu cywilnego oraz w ustawie z 22 maja 2003 roku o działalności ubezpieczeniowej (Dz. U. z 2010 roku Nr 11, poz. 66). Umowa ma charakter umowy dwustronnie zobowiązującej odpłatnej. Po zawarciu takiej umowy po obu stronach powstają określone prawa i obowiązki, której obie strony winny przestrzegać. Powszechnie obowiązujące przepisy prawa przewidują postanowienia, które obowiązują strony umowy nawet przy braku ich wyszczególnienia w Warunkach Ubezpieczenia. Co więcej postanowienia ujęte w Warunkach Ubezpieczenia, a niezgodne z obowiązującymi przepisami prawa, są nieważne, w myśl art. 807 § 1 kodeksu cywilnego.
Podpisując ze mną umowę produkt (...) naruszyli Państwo unijną dyrektywę numer 2004/39/EC Parlamentu Europejskiego z dnia 21 kwietnia 2004 w sprawie rynków instrumentów finansowych, potocznie nazywaną MIFIDI, a także MIFIDII, Dyrektywę Komisji 2006/73/WE z 10 sierpnia 2006 roku wprowadzającą środki wykonawcze do dyrektywy 2004/39/WE Parlamentu Europejskiego. Obie powyższe regulacje zawierają ściśle określone zasady informowania klienta w procesie oferowania mu produktów inwestycyjnych. Art. 27 MiFIDII określa, jakie warunki muszą zostać spełnione, aby informacje przekazywane klientom uznać za rzetelne, niebudzące wątpliwości i niewprowadzające w błąd. Odwołując się praktyk przejrzystej sprzedaży produktów oraz dyrektyw MIFID zaznaczam, iż nie poinformowano mnie o konsekwencjach rozwiązania umowy przed jej zakończeniem, minimalnym, gwarantowanym zysku (gdyż do tej pory korzystałem jedynie ze standardowych lokat terminowych), mechanizmie wyliczania zysku, sposobie udostępniania wyników inwestycji.
Nadto sprzedawca nie wyjaśnił mi czym jest produkt strukturyzowany i jak działa. Nie poinformowano mnie przede wszystkim o innych możliwych sposobach pomnażania kapitału, tylko od razu zaoferowano ten jako najlepszy instrument, co wydaje się dosyć wątpliwe. Nie poinformowano mnie też o ryzyku związanym ze spadkiem wartości Indeksów, ryzyku utraty części składki jednorazowej, ryzyku wynikającym z ograniczonej płynności produktu  Nadto poinformowano mnie o 100%-owej ochronie kapitału, co jest niezgodne z prawdą, gdyż od tej zasady istnieją istotne wyjątki. Nie poinformowano mnie o ryzyku inwestycyjnym oraz o tym, że wartość funduszy może zostać dobrowolnie określona przez agenta kalkulacyjnego . A także o tym, że wartość udziału jednostkowego może ulegać istotnym zmianom w trakcie trwania okresu ubezpieczenia.
Nadto zauważam, że Warunki Ubezpieczenia produktu (...) powinny być formułowane w sposób jednoznaczny, czyli taki by przeciętny konsument miał świadomość tego jaki dokument podpisuje. Zgodnie z literą prawa postanowienia sformułowane niejednoznacznie interpretuje się na korzyść ubezpieczonego. Wprost powyższą kwestię reguluje art. 385 [1] § 1 kodeksu cywilnego. 25 października 2012 roku Związek Banków Polskich przy współpracy z Polską Izbą Ubezpieczeń wystosowały III rekomendację dobrych praktyk na polskim rynku bancassurance w zakresie ubezpieczeń z elementem inwestycyjnym lub oszczędnościowym. Częścią rekomendacji jest określenie obowiązków informacyjnych banku wobec klienta poprzez wskazanie minimalnego zakresu informacji, które powinny być przekazane konsumentowi przed objęciem go ochroną ubezpieczeniową.
Dotyczy to w szczególności dokumentów związanych z zawarciem umowy ubezpieczenia oraz warunków ubezpieczenia, które powinny zawierać między innymi informacje o: kosztach ponoszonych przez klienta i sposobie ich obliczania, zasadach ustalania wysokości świadczeń należnych konsumentowi oraz możliwości wystąpienia ryzyka związanego z daną inwestycją. III Rekomendacja nakłada obowiązek, aby dokumenty przekazywane klientowi były napisane w sposób przejrzysty, jasny i niebudzący wątpliwości u adresata, a wszelkie sformułowania niejednoznaczne były interpretowane na korzyść klienta. W Warunkach Ubezpieczenia do produktu (...) oraz Regulaminie funduszy tych zasad nie dotrzymano. Trudny, specjalistyczny język ubezpieczeniowy powoduje, iż tak sformułowana umowa w żadnym wypadku nie spełnia wymogów tak dyrektywy unijnej numer 2004/39/EC, jak i III Rekomendacji.
W procesie oferowania mi produktu (...) naruszyli Państwo postanowienia Warunków Ubezpieczenia, nie dostarczając mi przed podpisaniem Deklaracji przystąpienia, a także obowiązujących Warunków Ubezpieczenia wraz z załącznikami. Sytuację tę sankcjonuje art. 384 § 1 kodeksu cywilnego. Wprawdzie ustawodawca nie określił, ile czasu musi minąć między doręczeniem warunków ubezpieczenia a zawarciem umowy ubezpieczenia, ale praktyka orzecznictwa wskazuje, iż winien to być rozsądny okres pozwalający na zapoznanie się z treścią warunków ubezpieczenia. Zgodnie z art. 12. Ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym konsument, którego interes został zagrożony lub naruszony, może żądać m.in. usunięcia skutków tej praktyki, naprawienia tej szkody na zasadach ogólnych, w szczególności żądania unieważnienia umowy z obowiązkiem wzajemnego zwrotu świadczeń oraz zwrotu przez przedsiębiorcę kosztów związanych z nabyciem produktu. Z kolei Kodeks cywilny określa, że postanowienia nieuzgodnione indywidualnie z konsumentem nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszający jego interesy. Dla przykładu jasno wynika to z uchwały Sądu Najwyższego z 13 lipca 2006 r. (sygn. III SZP 3/2006)".

środa, 16 stycznia 2013

To jest już koniec!

 Czy jest taki potwór na świecie, którego Internet nie rozgniecie? 


To już jest koniec: Przeczytaj artykuł pt. Koniec polis inwestycyjnych w Getinie

sobota, 12 stycznia 2013

Walka trwa?

Po raz pierwszy od ponad miesiąca liczba odwiedzin na moim blogu spadła poniżej 100 dziennie. O czy to może świadczyć? :
  • nie mam nowych interesujących informacji na temat GNB,
  • wszyscy zainteresowani już wiedzą, jak dochodzić swych racji na drodze prawnej,
  • mój blog był okupowany przez zdesperowanych pracowników grupy kapitałowej Getin, którzy śledzili moje wpisy w poszukiwaniu "czegoś groźnego", co stawiałoby w wątpliwość sens ich trwania w tej firmie,
  • spodziewane moje relacje z przebiegu sporu z Getinem będą dreszczowcem, a okazało się, że nie są ;)
  •  
Nie wiem. Ale proszę - nie opuszczajcie mnie - bo ja nie opuszczam Was (mimo, że mógłbym). Będę starał się wyszukiwać rozmaite "kanty" w tej popapranej konstrukcji, i tyle (ale mam nadzieję, że dla niektórych z Was AŻ TYLE).

Darek 

czwartek, 10 stycznia 2013

O Getinie chrząszcz brzmi w trzcinie

W tylu miejscach w sieci ludzie piszą o numerach wyprawianych przez Getin Bank swoim klientom, że postanowiłem zrobić choćby szkieletową ich kwerendę (taki jakby minikatalog). Jeśli znajdziecie jakieś inne i ciekawe, to po prostu dopiszcie w komentarzach do tego postu, proszę ;)

  • Gaazeta Wyborcza z 19 stycznia 2013 roku pt. "Niechciana polisa? Bank zwraca pieniądze" 

  • wtorek, 8 stycznia 2013

    Celebryta na smyczy

    Znany aktor Piotr F. który występuje w reklamach Getin Banku (przykład) poproszony został w połowie 2012 roku w publicznym apelu o wycofanie się z reklam tego banku po wielu kontrowersyjnych opowieściach ludzi, którym Getin Bank sprzedał rozmaite toksyczne produkty o charakterze polisolokat (czytaj inwestycyjnych produktów strukturyzowanych opakowanych w pudełka z napisem ubezpieczenie). I co? I nic? Nie przeszkadza mu to, bo liczy się kasa...

    Od tego czasu nie jestem w stanie oglądać go nawet w dobrych rolach filmowych (w tym w kultowej dla mnie Ziemi Obiecanej). Naprawdę warto Panie Piotrze? Ponoć twarz i honor ma się tylko 1. 

    czwartek, 3 stycznia 2013

    Rzecznik Ubezpieczonych demaskuje grę w polisy cz. II

    W poście pt. "Rzecznik ubezpieczonych demaskuje grę w polisy" opisałem wstępnie raport RU z 7 grudnia 2012 roku. A teraz po jego pełnej lekturze pozwolę sobie wypisać co ciekawsze fragmenty.

    Raport wart jest przeczytania od od deski do deski. Rozpoczyna się wstępem, w którym opisane są problemy zgłaszane przez skarżących się klientów, a także statystykę skarg na tego typu produkty, a także na poszczególnych ubezpieczycieli (jaka tu mnogość firm! ranking za 2012: Open Life, Europa Życie, Compensa Życie, Axa Życie, Generali Życie, ING Życie, Scandia Życie, Nordea Życie, Aviva Życie, Amplico Życie, Aegon Życie, HDI-Gerling Życie, Cardif Polska Życie, Warta Życie, Benefia Życie i Signal Iduna Życie). Kolejne rozdziały zawierają analizę prawna umów ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym w kontekście zgodności takiej umowy z prawem ubezpieczeniowym, a następnie raport pokazuje negatywne konsekwencje ubezpieczenia w formie grupowej (jako dużo mniej korzystnej dla konsumenta niż forma ubezpieczenia indywidualnego). W kolejnym rozdziale raport przedstawia naganne praktyki stosowane przez banki, doradców oraz ubezpieczycieli i opisywane w skargach klientów. Jeszcze ciekawszy jest czwarty rozdział, który jest swego rodzaju analizą  skutków ekonomicznych ubezpieczenia z UFK - pokazano tu, że nie jest to tak opłacalny produkt, jak instytucje oferujące je przedstawiają konsumentom. Potem w raporcie następuje przedstawienie problematyki stosowania niedozwolonych klauzul umownych (klauzul abuzywnych), a na samym końcu w raporcie RU podaje środki prawne, które przysługują konsumentom wtedy, kiedy stosuje się wobec nich nieuczciwe praktyki.

    Perełka nr 1: "[...] przeciętny konsument nie ma możliwości podjęcia świadomej decyzji o zawarciu umowy ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Wynika to z faktu, iż nawet w przypadku wykonania ustawowego obowiązku doręczenia treści ogólnych warunków ubezpieczenia, praktycznie niemożliwe jest należyte zrozumienie ani porównanie tak zawiłych umów przez osobę, która nie jest specjalistą z zakresu prawa ubezpieczeniowego, a także wyższej ekonomii. Warunki ubezpieczenia mają od kilku do nawet ponad stu stron, zawierają wiele załączników, do których konsumenci nie mają dostępu przed zawarciem umowy. Ubezpieczeni, którzy są świadomi, iż warunków ubezpieczenia należy żądać przed zawarciem umowy wskazują, iż nie byli w stanie przewidzieć, że umowę mogą kształtować inne, dodatkowe dokumenty. Znajdujące się we wzorcach umownych sformułowania są niejasne i nieprecyzyjne, wprowadzają w błąd, są interpretowane przez ubezpieczycieli na własną korzyść. Zawiła treść oraz złożona konstrukcja umowy uniemożliwia jakąkolwiek ocenę stanu prawnego umowy przez konsumenta, a także samodzielne odnalezienie interesujących go zagadnień."
    Szkoda nawet strzępić język, żeby to komentować. Pisałem o tym w poprzednich postach swego bloga, pisały i piszą o tym setki pokrzywdzonych.

    Perełka nr 2: "W regulaminach i taryfach opłat, które są załącznikami do warunków ubezpieczenia, często stosuje się niezrozumiałe dla przeciętnego konsumenta skomplikowane wzory matematyczne, które dodatkowo utrudniają możliwość samodzielnej kalkulacji kwoty należnego świadczenia i sprawdzenia, czy wysokość pobieranych opłat bądź wypłacanego świadczenia jest prawidłowa.".

    Potwierdzam to i podpisuję się pod tym spostrzeżeniem obiema rękoma, gdyż znam to z autopsji. W umowie dotyczącej bardzo podobnego do zakupionego przez mnie produktu w par. 17.3 następuje wyliczenie ile pieniędzy przysługiwałoby osobie uposażonej, gdyby mi się coś stało jako ubezpieczonemu. Chętnie dałbym do rozwiązania to zadanie matematyczne studentom, ale obawiam się, że żaden nie dotarłby do prawidłowej odpowiedzi.

    Perełka nr 3: "Poprzez funkcjonujący obecnie system, a także stosowaną przez przedsiębiorców praktykę, odpowiedzialność za zawarcie niekorzystnej umowy przerzucona została w całości na konsumenta, który, jeżeli otrzymał warunki ubezpieczenia lub potwierdził, że z nimi został zapoznany – jest nimi związany i tym samym je zaakceptował. Przyjmuje się więc, że sam fakt, iż konsument składa swój podpis pod wnioskiem o zawarcie umowy oznacza, że rozumie on konsekwencje swojego oświadczenia woli i musi ponosić skutki swoich działań, nawet jeżeli są one drastycznie dla niego niekorzystne. Jednocześnie udowodnienie przekazania nieprawdziwych informacji przez oferenta jest – z punktu widzenia konsumenta – w praktyce niemożliwe. Taki stan jest niezwykle wygodny dla ubezpieczycieli, banków, pośredników finansowych i ubezpieczeniowych. Odpowiedzialność za zawarcie umowy, której skutków prawnych nie rozumie jedna ze stron nie może być jednak w ocenie Rzecznika Ubezpieczonych przerzucona wyłącznie na
    jedną i to tę słabszą stronę, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż w wielu przypadkach konsument namawiany jest na zawarcie tej, a nie innej umowy, a czasem dochodzi do sytuacji, w których zawiera umowę na podstawie błędu bądź nawet podstępu oferenta
    ."

    Niesamowicie wkurzało mnie podejście Banku (ale też pozbawionych-jakiejkolwiek-empatii-prawników wypowiadających się na forach prawniczych), które sprowadza się do żenującego żargonowego zwrotu "widziały gały, co brały" (podpisałeś? byłeś świadomy w momencie podpisywania? jeśli tak, to musisz pogodzić się konsekwencjami). Też mnóstwo razy wypowiadałem się na temat tego schematu myślenia w kategoriach prawa mówiącego o przeciętnym konsumencie (w rozumieniu podanym np. w ustawach konsumenckich monitorowanych przez UOKiK).

    Perełka nr 4: "[...] konsumenci, którzy zawarli umowę ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym skarżą się Rzecznikowi na:
    • oferowanie umowy ubezpieczenia jako bezpiecznej lokaty z wysokim zyskiem;
    • utratę znacznej części wpłaconych środków (nawet 100%) w przypadku rozwiązania umowy przed upływem okresu wskazanego w dniu jej zawarcia;
    • niepoinformowanie, iż umowa do której przystępują jest umową ze składką regularną, płatną np. co roku przez 15 lat, a nie składką jednorazową;
    • brak zysku po zakończeniu trwania wieloletniej umowy ubezpieczenia;
    • wysokie opłaty administracyjne i inne, pobierane w trakcie trwania umowy,o których nie informowano w momencie jej zawierania;
    • inne, błędne informacje co do istotnych elementów umowy, przekazywane przed zawarciem (przystąpieniem do) umowy np. na temat przewidywanych gwarantowanych zysków (nawet kilkudziesięcioprocentowych) czy możliwości wycofania całości wpłaconych kwot w dowolnym momencie bez opłat, z zyskiem, nie stosowania opłaty likwidacyjnej lub jej wysokości."
    Tyle do strony czwartej raportu, a jest ich 144 !!!

    Może na koniec jeszcze jedna:

    Perełka nr 5: "[...] Rzecznik Ubezpieczonych jest zdania, iż działalność ubezpieczycieli, banków, pośredników i doradców finansowych nie może prowadzić do nieświadomego rozporządzania pieniędzmi przez konsumentów, w tym sprzedaży produktów inwestycyjnych niedostosowanych do potrzeb konsumenta. Jeżeli zawierając umowę konsument i ubezpieczyciel mają różne cele to znaczy, że nie doszło do złożenia zgodnego oświadczenia obu stron stosunku prawnego."

    Wszystkie te perełki pochodzą ze Wstępu do raportu Jeszcze nie dotarłem do rozdziału 1. Dalsze przytaczanie nie ma sensu - to po prostu należy samemu przeczytać, a czyta się - proszę mi uwierzyć - jak kryminał/thriller. Dla koneserów przeznaczony jest np. rozdział 4 z analizami ekonomicznymi dotyczącymi wybranych "produktów". Te tabele! Te wykresy ze spadającymi na łeb notowaniami indeksów! Po prostu Bajka!

    Rozdział 5, który stanowi czystej wody przewodnik dla adwokatów występujących przeciw oferentom tych "produktów" opisuje w języku prawniczym stosowane przez oferentów tzw. klauzule abuzywne. Odniosę się tylko do jednej, bo opisałem ją krótko w poprzednim poście (Rzecznik ubezpieczonych demaskuje grę w polisy) . Chodzi o zapis "Towarzystwo wypłaci uprawnionemu świadczenie ubezpieczeniowe w wysokości Sumy Ubezpieczenia lub Wartości Rachunku Ubezpieczającego w zależności od tego, która wartość jest wyższa" w raporcie opisana jest na stronie 116 i 117. Całość argumentacji (z powołaniem się na stosowne zapisy Kodeksu Cywilnego) jest po prostu miażdżąca.

    Ponieważ każda świetna lektura ma tę cechę, że kolejne jej uważne przeczytanie skutkuje zauważeniem jeszcze ciekawszych fragmentów/zjawisk/wniosków, więc postaram się przeczytać całość uważnie jeszcze raz i obiecuję, że wówczas opiszę swoje spostrzeżenia. Kończąc mogę zaryzykować stwierdzenie, że raport ten otwiera szeroką aleję dla prawników, których zamiarem jest ukrócenie będącego meritum raportu procederu. Śmiało można nazwać ten raport Turbo Dopalaczem Prawnym Procesu Kasowania Masowego Procederu Wciskania Klientom Polisolokat (produktów strukturyzowanych). W raporcie RU zauważa, że ok. 9 % jego/jej skarg skończyło się sukcesem klientów w 2011 roku, a w 2012 roku 15 %  skarg skończyło się sukcesem klientów. Z wykresów tych wynika, że owo 9 % skarg kończących się sukcesem w roku 2011 należy odnieść do 56 % skarg rozpatrzonych negatywnie, bo 35 % skarg było nadal rozpatrywanych  (a zatem skuteczność faktyczna RU w 2011 roku wynosiła 14 %). Podobnie w 2012 roku należy odsiać sprawy "w toku" i wówczas wychodzi skuteczność RU na poziomie 27 %. Niby skuteczność nie powala na nogi, ale postęp jest mocno widoczny i na pewno ten raport to zmieni jeszcze we właściwym kierunku :D

    P.S.
    Miłej lektury...

    wtorek, 1 stycznia 2013

    Tama trzech przełomów leży w Chinach, ale trzy przełomy są i u nas...

    Podobają mi się ostatnie poczynania Rzecznika Ubezpieczonych (RU) i uważam, że informowanie  danymi o kolejnych przewinach Getin Banku i tego typu firm bankowych  czy innych instytucji bankowo-ubezpieczeniowych jest jak najbardziej na miejscu i stanowić będzie swego rodzaju dobijanie trupa (ukatrupienie nagannych praktyk masowego sprzedawania zagmatwanych produktów strukturyzowanych przysłowiowemu Kowalskiemu w ten sposób, że jest on święcie przekonany, że kupuje lokatę bankową). Instytucje stojące na straży rynku finansowego, takie jak RU spowodują, że efektem końcowym będzie olbrzymia kartoteka ludzkich krzywd z powtarzającym się jak mantra motywem wprowadzania klientów w błąd przy pomocy niesamowicie podobnie przeprowadzanych zabiegów socjotechnicznych (klasyka: "już po 1/2 roku może Pan/Pani zerwać LOKATĘ bez strat..." itd. itp.ble,ble, ble). Cała ta historia - moim zdaniem - może skończyć się podobnie jak w 2003 roku w Wielkiej Brytanii, olbrzymim odszkodowaniem, gdzie firmy ubezpieczeniowe zalała fala kilkudziesięciu tysięcy skarg, w wyniku których brytyjski rzecznik praw klientów interweniował. W efekcie jego interwencji banki i firmy ubezpieczeniowe zostały zmuszone do oddania pieniędzy prawie pół milionowi klientów (w przeliczeniu na złote były to wypłaty kilkunastomiliardowe). Polskie urzędy nadzorujące rynki ubezpieczeń i banków mogą doprowadzić do urzeczywistnienia się podobnego scenariusza, czego przesłanki widać obserwując ich obecne działania i poprzez generowane przez nie artefakty (raport Rzecznika Ubezpieczonych z 7 grudnia 2012 roku. zalecenia ZBP, oświadczenie KNF itd.). A ci klienci, którzy nie "załapią się" na ten swego rodzaju pozew zbiorowy szykowany przez RU, będą mogli skorzystać wiele później z opracowania o wadliwie sporządzonym opisie produktu "ubezpieczeniowego", co stwierdza RU w swoim oświadczeniu (http://getinout.blogspot.com/2012/12/rzecznik-ubezpieczonych-demaskuje-gre-w.html). Nie będą to klienci, którzy poczuli/poczują, że sprzedano im polisę na dożycie w miejsce lokaty. Oni wiedzą, że kupili polisę na dożycie, ale za parę lat mogą zorientować się, że cena jednostki funduszu, który wykupili nijak się ma do obiecanych im na wykresach (szybujących w górę w himalajskim tempie ) cen. Pretekstem do skarg będzie wówczas dla nich w/w wadliwie skonstruowany opis "produktu"...

    Zakładam, że grupę Getin Noble Bank w najbliższych 9 miesiącach czekają jeszcze 2 tąpnięcia notowań (na razie miało miejsce 1 letnie tąpnięcie: z notowań na poziomie 4,92 zł w I kwartale 2012 roku do 1,81 zł w dniu 27.12.2012 = 36,1 % wartości początkowej Co za spadek!). Z danych giełdowych wynika, że tąpnięcie to nastąpiło w maju i czerwcu 2012 roku, co świadczy o tym, że analitycy rynku finansowo-giełdowego skonsumowali już wtedy informację o przyszłych kłopotach Banku z klientami, którzy kupili toksyczne produkty bankowo-ubezpieczeniowe. Jest to kolosalny spadek, ale ta grupa już przerabiała podobne spadki w ramach pojedynczych elementów grupy (zobacz notowania za ostanie 2 lata spółki Getin Bank na GPW w Warszawie = z 8 mld zł spadamy na 2 mld zł i trochę...). Ale zmiana polityki instytucji typu: Rzecznik Ubezpieczonych, Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz ZBP nastąpiła gdzieś w okolicach września-października 2012 roku (sporo tygodni po wybuchu afery Amber Gold). Zatem analitycy finansowi nie mogli wtedy wiedzieć o zbliżających się kłopotach Banku z olbrzymią rzeszą "wrobionych" klientów i ich żądaniach. Późną jesienią i zimą (póki co) nie nastąpiła zmiana notowań GNB, a zatem jedno z dwojga: analitycy/fachowcy finansowi nie sądzą, żeby nastąpiła jakaś mocna korekta kursów akcji Banku i mają oni rację, albo wariant 2: nie wiedzą, a korekta nastąpi w wyniku dużego, zbiorowego procesu "wrobionych". Wówczas proces lub ugoda powiązana z odszkodowaniami dla dziesiątek tysięcy klientów mocno i negatywnie wpłyną na wyniki finansowe Banku, a następne na jego kurs giełdowy na GPW w Warszawie.

    * Drugie tąpnięcie związane będzie z apogeum pozwów zbiorowych itp. (zakładam, że nastąpi to jeszcze przed kwietniem 2013 r.). Choćby na skutek wadliwie sporządzonych umów z klientami i rozbieżności w ich interpretacji pomiędzy klientami a Bankiem,

    * Trzecie tąpnięcie wyzwolone zostanie poprzez opóźnioną pobudkę ludzi, którzy po 5-7 latach (w latach 2015-2018) dowiedzą się, że jakiś indeks, na którym oparty jest ich produkt (typu: Plan Regularnego Oszczędzania Zabezpiecz Przyszłość, Libra 2, Światowe Rynki,  Beter Future itp.) leci na łeb, na szyję (albo jest już na tyle niskim poziomie, że nie ma racjonalnych przesłanek na jego podrośnięcie do obiecanego przez Bank poziomu)... I że opis tego indeksu oraz mechanizm jego działania jest niedostępny dla przeciętnego odbiorcy. To będzie gwóźdź prawny do trumny tego tworu (ale nie jest pewne, że cios będzie śmiertelny, bo tamtejsi prawnicy mają nadzwyczajną zdolność do kreowania nowych furtek prawych). Ponadto mają zdolność do kreowania nowych spółek i płynnego przelewania kapitału pomiędzy nimi, a to może uniemożliwić skuteczną windykację należności.

    P.S.
    Czy są narzędzia pozwalające grać na spadek tego typu akcji notowanych na GPW? Na 99,9% zakładam, że tak - są. Jakieś opcje?

    Tak na marginesie mam pomysł na miernik szans na wywiązanie się przez Getin Bank ze składanych klientom szczodrych obietnic: Skoro na Allegro pojawiły się oferty sprzedaży polisolokat założonych w Getin Banku, w których to ofertach oferent gotów jest pozbyć się swojej polisy za około połowę wpłaconych na polisę kwot, to oznacza, że możliwe jest skonstruowanie rynku wtórnego handlującego takimi polisolokatami! Wówczas informacja, że aktualna cena odkupu polisolokaty spadła do 40 % sumy wpłaconych składek, byłaby informacją o prawdopodobieństwie wywiązania się oferenta polisolokaty (czyli duetu Getin Bank-Open Life) z przyrzeczenia czyli osiągnięcia założonej rentowności finalnej polisolokaty ;)

    środa, 26 grudnia 2012

    Rzecznik Ubezpieczonych demaskuje grę w polisy 1.02

    W artykule Gazety Wyborczej pt. "Polisy inwestycyjne to nie ubezpieczenia. Dajemy się na to nabrać" z 19 grudnia 2012 roku pojawiło się znamienne spostrzeżenie Rzecznika Ubezpieczonych: "Polisy inwestycyjne to nie są ubezpieczenia! - grzmi rzecznik Ubezpieczonych [...] W takich polisach suma ubezpieczenia jest mniej więcej równa wpłaconym składkom. To niepodobne do mechanizmu prawdziwych ubezpieczeń - tłumaczy Cezary Orłowski z Biura Rzecznika Ubezpieczonych. Jego zdaniem niektórzy klienci rzeczywiście mogą czuć się wprowadzeni w błąd. Gdyby sąd podzielił interpretację rzecznika ubezpieczonych, że te polisy wcale nie są polisami, to mogłoby to otworzyć klientom drogę do żądania zwrotu zainwestowanych w takie pakiety pieniędzy z pominięciem opłat likwidacyjnych. Rzecznik ubezpieczonych twierdzi, że to zwykłe produkty inwestycyjne". O co tu chodzi?



    Cały raport Rzecznika Ubezpieczonych z 7 grudnia 2012 jest dostępny tutaj. A ten post ma swojego godnego następcę-kontynuatora w postaci postu: "Rzecznik Ubezpieczonych demaskuje grę w polisy cz. II".

    Ubezpieczenie działa tak: Osoba XXX ubezpiecza się na kwotę np. 500 000 zł i XXX podpisuje umowę na comiesięczne wpłacanie składek ubezpieczeniowych przez 20 lat. A ubezpieczyciel szacuje ryzyko związane z wiekiem XXX, stylem życia itp. i ustala, że XXX powinien wpłacać składkę co miesiąc po 500 zł przez 20 lat (500 * 20 * 12 = 120 000 - co pewnie przy ryzyku zgonu ubezpieczonego wynoszącym np. 10 % towarzystwu opłaci się?). Jeśli XXX nie dożyje do końca okresu ubezpieczenia, to 500 000 zł dostaje wskazana przez niego osoba obdarowana (osoba uposażona). A jeśli XXX dożyje do końca polisy, to niekiedy nie odbierze ani złotówki (starszy typ polis) lub - jeśli ubezpieczenie jest częściowo inwestowane, to odbierze jakąś kwotę (zazwyczaj niższą niż suma wpłaconych składek). Tym niemniej ta część składki, która nie jest inwestowana jest związana z ryzykiem, jakie ponosi ubezpieczyciel, ze względu na możliwość śmierci ubezpieczonego.

    Polisa inwestycyjna działa tak: Nasz pan XXX wpłaca co miesiąc 500 zł. Cała kwota z tej składki idzie na inwestycje. Opłatę od składki, która zawiera w sobie opłatę za ryzyko, płaci tylko przez pół roku. Jednak później opłata znika. Więc mimo tego, że wtedy pan XXX jest starszy, a ryzyko jego śmierci jest coraz większe, to opłata nie jest pobierana! A zatem jeśli nie ma ryzyka, to nie ma polisy. Na co Rzecznik Ubezpieczonych zauważa, że polisy inwestycyjne to nie ubezpieczenia, bo w tym przypadku towarzystwa ubezpieczeniowe nie ponoszą żadnego ryzyka, więc tym samym nie udzielają ochrony ubezpieczeniowej swoim klientom. - Chęć wyzbycia się ryzyka i zabezpieczenia się na wypadek niekorzystnych zdarzeń jest główną przyczyną zawarcia umowy ubezpieczenia i jest jej charakterystycznym elementem - czytamy w raporcie rzecznika. Polisy inwestycyjne są sprzedawane jako ubezpieczenia na życie i dożycie. Więc element ryzyka de facto nie występuje, jeśli klient - nieważne, czy umrze, czy będzie żył - pieniądze i tak dostanie (ale ile?). Pytanie zasadnicze brzmi: w ubezpieczeniu, jeśli coś mi się stanie, to zakładamy, że gdyby mi się nie stało, to wpłacałbym pewną kwotę i otrzymał kwotę wynikającą z ubezpieczenia. Towarzystwo ubezpieczeniowe ponosi pewne ryzyko (mierzalne) i  skoro ma wypłacić mi/wskazanym osobom całą kwotę ubezpieczenia (mimo, że na skutek jakiegoś zdarzenia nie uda mi się wpłacić tego, co deklarowałem), to okresowa składka przewyższa składkę, którą zapłaciłbym "dochodząc" do końca z ubezpieczeniem i otrzymując w zamian kwotę określoną w ubezpieczeniu...
    Ale w umowie "polisy inwestycyjnej" takie określenie przedmiotu umowy skutkuje ustaleniem ryzyka na poziomie 100 procent, gdyż w ustalonym okresie czasu ubezpieczony z pewnością bądź umrze, bądź dożyje. Jeżeli zdarzenie, które powoduje wypłatę świadczenia przez zakład ubezpieczeń, jest pewne, to nie mamy do czynienia z umową ubezpieczenia - komentuje rzecznik.

    PRZYKŁAD: Pan Kowalski kupuje polisę inwestycyjną, czyli (grupowe) ubezpieczenie na życie i dożycie. Jeśli umrze przed osiągnięciem 65. roku życia, to pieniądze odłożone na polisie dostanie jego rodzina. Jeśli Kowalski dożyje, to on sam dostanie pieniądze z ubezpieczenia. Nie ponosi więc żadnego ryzyka. Pieniądze wrócą albo do niego, albo do jego rodziny.

    Tutaj jednak pojawia się kolejny problem: Ile powinna wynosić składka?

    Podstawę określenia wysokości składki ubezpieczeniowej powinno stanowić właśnie ryzyko związane z możliwością zajścia określonego zdarzenia. Składka powinna co najmniej zapewnić wykonanie wszystkich zobowiązań z umów ubezpieczenia i pokrycie kosztów wykonywania działalności ubezpieczeniowej zakładu ubezpieczeń. Czyli im większe ryzyko zaistnienia zdarzenia, tym wyższa powinna być składka.

    A jak jest w polisach inwestycyjnych? Składka nie idzie na ochronę, tylko jest nieomal w całości inwestowana. Tzw. opłata za ryzyko ubezpieczeniowe - według Rzecznika Ubezpieczonych - jest pobierana w ramach opłaty administracyjnej. Jednak w przypadku niektórych polis, taka opłata jest pobierana tylko np. przez rok lub pół roku. - Zdarza się również, iż w okresie, w którym ryzyko śmierci zwiększa się, ubezpieczyciel przestaje pobierać opłatę za ryzyko - czytamy w raporcie.

    To nie koniec. - W ubezpieczeniu na życie wysokość składki ubezpieczeniowej powinna być wynagrodzeniem za ochronę ubezpieczeniową, a więc powinna być obliczana zgodnie z zasadami matematyki ubezpieczeniowej na podstawie informacji dotyczących osób, które mają przystąpić do ubezpieczenia, w tym m.in. wieku, ryzyka związanego z wykonywanym zawodem, trybem życia, stanem zdrowia, np. przebytymi chorobami, wysokością i zakresem ochrony ubezpieczeniowej udzielanej na podstawie umowy ubezpieczenia przez ubezpieczyciela - czytamy dalej. Tymczasem ubezpieczyciel w tego typu produktach w żadnym przypadku nie różnicuje wysokości składek w zależności od wieku, stanu zdrowia, trybu życia itd.

    "Suma ubezpieczenia w tego typu produkcie ubezpieczeniowym jest mniej więcej równa wpłaconym składkom. - Suma ubezpieczenia jest określona w momencie zawieranie umowy ubezpieczenia i jest jednym z czynników, które mają wpływ na wysokość składki ubezpieczeniowej. W ubezpieczeniach na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, w przeciwieństwie do tradycyjnych ubezpieczeń osobowych, suma ubezpieczenia jest zazwyczaj nieokreślona kwotowo, a wręcz niemożliwa do ustalenia w momencie zawierania umowy, gdyż wynika z efektywności inwestycji w fundusze kapitałowe" - tłumaczy rzecznik ubezpieczonych.



    W ubezpieczeniach z funduszem kapitałowym brak jest też gwarancji wypłaty określonej kwoty. - Umowę taką można by przekornie nazwać umową o depozyt składki ubezpieczeniowej z opcją oprocentowania wkładu albo opłatą za przechowanie bez opcji oprocentowania depozytu ubezpieczeniowego - podsumowuje rzecznik. To w zasadzie jest kuriozalne: oprocentowany depozyt!W raporcie RU można m.in. przeczytać "W ubezpieczeniach na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym tak nie jest – ubezpieczający wpłaca kwotę, którą chce >>pomnożyć<< w efekcie przekazania jej zakładowi ubezpieczeń – czasem są to wieloletnie oszczędności – jak wskazują skargi – nawet kilkaset tysięcy złotych. Składka ubezpieczeniowa w ubezpieczeniach na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, mimo częściowego rozdzielenia, jest więc de facto kwotą, przeznaczoną na inwestycję i pokrycie jej kosztów. Wynika to jednoznacznie zarówno z samej wysokości tej składki (jeżeli przekracza kilka tysięcy złotych), jak również z treści ogólnych warunków ubezpieczenia", które ubezpieczyciele formułują na wiele sposobów. Tak więc tu wyłania się wilk ukrywający się w skórze owcy: "składka ubezpieczeniowa jest kwotą przeznaczoną na inwestycję i pokrycie jej kosztów". Koniec czarów...

    Prawnikom polecam kolejny akapit z raportu RU: "Należy pamiętać, iż zgodnie z przepisem art. 813 k.c. składkę oblicza się za czas
    trwania odpowiedzialności ubezpieczyciela. W przypadku wygaśnięcia stosunku ubezpieczenia przed upływem okresu na jaki została zawarta umowa, ubezpieczającemu przysługuje zwrot składki za okres niewykorzystanej ochrony ubezpieczeniowej. Składka w ubezpieczeniach na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym nie jest proporcjonalna do okresu świadczonej ochrony ubezpieczeniowej, a więc nie jest obliczana zgodnie z normą art. 813 k.c. Tym samym, nie ma możliwości zwrotu składki, za okres niewykorzystanej ochrony ubezpieczeniowej w przypadku wcześniejszego wygaśnięcia stosunku prawnego
    ". Tu mamy kolejne powołanie się na wadliwą konstrukcję "produktu ubezpieczeniowego" - jakie to ubezpieczenie, kiedy brak możliwości dopełnienia obowiązków przez ubezpieczającego jest spowodowany tym zdarzeniem, na który jest ubezpieczony (!!!)  Toż to ubezpieczenie-a-la-Kafka!



    PRZYKŁAD: Świadczenie, które dostanie pan XXX (jeśli dożyje) lub wskazani obdarowani (np. jego rodzina) - jeśli XXX umrze - wyniesie dokładnie tyle, ile sam wpłacił. Oczywiście po uwzględnieniu ewentualnego zysku i pobraniu przez ubezpieczyciela opłat od składki, opłat za zarządzanie jego pieniędzmi, itd.

    Dziennikarz GW zapytał, co na to Polska Izba Ubezpieczeń?: "Ubezpieczenia na życie są wyraźnie i jasno umocowane w prawie europejskim, a konkretnie w dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącej ubezpieczeń na życie. Pierwszy załącznik dyrektywy wymienia jako jedną z grup ubezpieczeń ubezpieczenia powiązaną z funduszami inwestycyjnymi. [,,,] Zasady ubezpieczeń z UFK są opisane precyzyjnie w ustawie o działalności ubezpieczeniowej. Ich charakter na polskim rynku jest dokładnie taki, jak przewidziany w ustawie. O jakichkolwiek limitach czy minimalnych poziomach ochrony ustawa nie mówi - tłumaczy Jan Grzegorz Prądzyński, prezes PIU. - Ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym oferowane są na polskim rynku od kilkunastu lat. Część z nich ma charakter typowo inwestycyjny, ale są to produkty ubezpieczeniowe i obwarowane są wszelkimi niezbędnymi normami, jakie przewiduje w tym zakresie polskie prawo. Ubezpieczyciele mają absolutny obowiązek działać w rygorze prawa i tak postępują". A zatem druga strona barykady ma inne spojrzenie na ten produkt. Ciekawe tylko, co to znaczy "ma charakter typowo inwestycyjny, ale jest produktem ubezpieczeniowym"?

    Opisany przez artykuł problem "ogarnąłem tylko częściowo". Ponieważ mocno mnie to obchodzi, a segment rynku bankowo-ubezpieczeniowego - "dziwnym zbiegiem okoliczności" - tylko pozornie ma coś wspólnego z tzw. podatkiem Belki (powstał po to, aby ten podatek omijać, a jest bardziej super drzazgą - megabelką w oku), to tym bardziej mnie zaintrygował. Zgodnie z regułą działania informatyków nazwę go "Rzecznik Ubezpieczonych demaskuje grę w polisy 1.02". Mam nadzieję, że Urząd Rzecznika Ubezpieczonych skończy tę grę w "prawnicze bambuko" w wykonaniu koncernów bankowo-finansowo-ubezpieczeniowo-kapitałowo-funduszowo-giełdowo-ściemniających...

    wtorek, 18 grudnia 2012

    Alicja przechodzi przez lustro

    Co dzieje się z ludźmi, którzy w sporze z Getin Bankiem uzyskali to, na co nalegali? Nobody knows... Co zrobili, że tak się stało? Nobody knows... Dlaczego o tym nie wiemy? Bo przeszli na drugą stronę lustra. I co ja mam teraz napisać? Że jestem po drugiej stronie lustra? A jestem? Przypomina mi to minipowieść s-f autorstwa Janusza Zajdla pt. "Cała prawda o planecie Xi", w której SYSTEM zmuszał racjonalnych osobników do pozornie nieracjonalnego działania... Ale przecież nasz realny świat jest mimo wszystko lepszy i działają w nim instytucje takie jak UOKiK, KNF czy przede wszystkim Rzecznik Ubezpieczonych. Dlatego nie należy bać się nietoperzy ani wszelkiej maści Drakuli :D

    Zatem trzeba robić swoje, opowiadać o swoich krzywdach (czyli skarżyć się), ganić, wierzgać, ... A odbiorców skarg jest wiele: Rzecznik Ubezpieczonych, powiatowy lub miejski rzecznik praw konsumenta, UOKiK, KNF czy w końcu (darmowy przecież) arbitraż bankowy.

    wtorek, 4 grudnia 2012

    Inteligencja finansowa - kandydat do prize award 2012

    Maciej Samcik napisał na swoim blogu takie piękne sformułowania, że można by co najmniej zakochać się w nim (toż to chodząca inteligencja finansowa). Pozwolę sobie zacytować, bo boskie toto:

    "Nigdy nie byłem wielkim fanem polis inwestycyjnych, bo uważałem - i nadal uważam - że firmy ubezpieczeniowe powinny się zająć głównie ubezpieczaniem życia, majątku i różnej maści działalności gospodarczej narodu, bo na tym znają się najlepiej. Programy inwestycyjne, oferowane przez ubezpieczycieli, mają cel zgoła inny - mają zapewnić klientowi dodatkową emeryturę albo długoterminowy zysk z inwestowania, a firmie ubezpieczeniowej dodatkowy zysk. Sęk w tym, że cele te są sprzeczne, a ubezpieczeniowcy nie mają żadnego wyjątkowego patentu  na zarabianie - pieniądze trafiają do zwykłych funduszy inwestycyjnych, które są po prostu opakowane w polisę. To opakowanie ma pewne zalety - pozwala przesuwać pieniądze między funduszami bez płacenia podatku Belki, a i samych funduszy do wyboru jest więcej, niż w innych pakietach inwestycyjnych. Ale na drugiej szali są koszty: opłata administracyjna - przeważnie jakieś 10 zł miesięcznie - oraz dodatkowa opłata za zarządzanie ubezpieczeniowym parasolem - zwykle od 2% do 4%. Jeśli dodać do tego opłatę za zarządzanie pobieraną przez same fundusze inwestycyjne - to kolejne 2-4% - okaże się, że wielką sztuką jest tak zarządzać pieniędzmi, by wyjąć z polisy inwestycyjnej znacząco wyższe zyski, niż ze zwykłej lokaty, czy z obligacji. A znam przypadki, w których po kilku latach pieniędzy było mniej, niż na początku.

    Dzisiaj słów kilka o innej poważnej wadzie takich produktów inwestycyjnych - opłacie likwidacyjnej. Powoduje ona, że los inwestora, który kupił taki produkt, przypomina los chłopa pańszczyźnianego w średniowieczu - przywiązanego do ziemi i smaganego batem przez pana - w tej ostatniej roli obsadzili się przedstawiciele zakładów ubezpieczeń. Jeśli w ciągu pierwszych kilku lat inwestowania klient zechce rozwiązać umowę, musi zapłacić odstępne - w skrajnym wypadku straci nawet wszystkie wpłacone składki! To jest właśnie ta opłata likwidacyjna, uzależniona procentowo od wartości wpłaconych pieniędzy. Wiadomo po co ona jest - by firma ubezpieczeniowa mogła wypłacić kilkutysięczne wynagrodzenie agentowi, który „przyniósł” klienta niezależnie od tego czy klient będzie inwestował w polisę przez umówione co najmniej 10 lat, czy też nie. Ja jednak uważam ją za nieuzasadnioną. Nie ma żadnego powodu, by uzależniać koszt rozwiązania umowy od wpłaconych przez klienta składek. Niech firmy wpisują opłaty likwidacyjne do polis - proszę bardzo! Ale niech będzie to stała opłata, rzeczywiście odzwierciedlająca koszty związane z zerwaniem umowy przez klienta. W obecnej postaci wygląda ona raczej jak nienależne świadczenie, którego związku z realnymi kosztami rozwiązania umowy żadna firma ubezpieczeniowa chyba nie byłaby w stanie wykazać. Sądzę, że to temat dla Polskiej Izby Ubezpieczeń, która ma dbać o dobre praktyki w tej dziedzinie.
    "

    piątek, 19 października 2012

    Doradca klienta czyli wyciskacz klienta

    Maciej Samcik na swoim blogu podał historię pewnej klientki, która chciała pożyczyć w Getin Banku 15.000 zł na cztery lata z przeznaczeniem na zakup samochodu. Pan Maciej poniższą historię opatrzył swoim komentarzem, a mnie zadziwiają w niej zupełnie inne aspekty działalności Getin Banku, które w formie spostrzeżeń podaję na końcu tej historyjki. Cytuję:
    Bank już w pierwszym paragrafie umowy zamieścił zapis: "Bank udziela Kredytobiorcy kredytu w złotych polskich (zwanego dalej „Kredytem”) w kwocie 16.129,03 zł. Kredyt przeznaczony jest na refinansowanie kosztów zakupu pojazdu (zwanego dalej „Pojazdem”) marki (...), rok produkcji 2002, w kwocie 15.000,00 zł, kosztów objęcia Kredytobiorcy ubezpieczeniem na wypadek zgonu w kwocie: 806,45 zł". Spryciarze. Klientka potrzebuje 15.000 zł, a oni od razu wpisują do umowy kwotę znacznie wyższą, żeby mogli zainkasować nadwyżkę na jakieś lewe ubezpieczenie. O którym zresztą nie wspomina nawet w par. 2: "W związku z udzieleniem Kredytu Kredytobiorca ponosi następujące koszty: a) prowizji bankowej w kwocie 322.58 zł, b) odsetek od kredytu w kwocie 4671.65 zł, c) zarejestrowanie Pojazdu na Bank - 44,00 zł". Klientka przeczytała co jej podsunięto do podpisu i zaczęła zadawać pytania. "Wyjaśniono mi, iż to ubezpieczenie jest dla banku sposobem na obejście ustawy ograniczającej możliwość kredytowania prowizji". Bo, rzeczywiście, Ustawa o kredycie konsumenckim takich manewrów zabrania - prowizję bankową trzeba zapłacić z własnych pieniędzy, nie z kredytu. "Na moje pytanie, czy ubezpieczenie jest obowiązkowe pani doradca klienta odpowiedziała, że bez niego miałabym wyższą prowizję. Dodała jeszcze, że ona sprawdzała różne opcje i ta jest dla mnie najkorzystniejsza... Jestem totalnie ciemna jeżeli chodzi o prawo bankowe, więc pomyślałam że może faktycznie kobieta chce dla mnie dobrze [...]. Pani Liliana miała wątpliwości i jeszcze raz poszła do banku, gdzie powtórnie została poddana "grillowaniu". A że był to Getin Bank, to grillowano na wolnym ogniu, podpiekano i przypalano. Ostra jazda. "Pani-doradca klienta przez godzinę sobie pogadała, mówiła między innymi, że to ubezpieczenie jest po to, aby na wypadek mojej śmierci auto odziedziczyła rodzina. Odpowiedziałam, ze nie mam rodziny i nie obchodzi mnie co się po mojej śmierci z autem stanie. Pani wtedy obliczyła na nowo - bez ubezpieczenia i z wysokim oprocentowaniem. No to znowu ja, że nie rozumiem skąd wzięła taką stawkę - to jakaś kpina. I że wezmę kredyt gotówkowy w innym banku.. Wtedy zaczęła się inna rozmowa i stał się cud! W efekcie mam ten kredyt - bez ubezpieczenia z oprocentowaniem takim, jakie wcześniej obiecywano przy ubezpieczeniu.

    Spostrzeżenia:
    • Banał: doradca klienta w Getin Banku wmawia klientowi banku, że jakiś wariant jest dla klienta najkorzystniejszy, a jest najkorzystniejszy dla Banku. Natomiast dla klienta jest najbardziej niekorzystny. Po prostu doradca klienta powinien nazywać się "naciągaczem klienta", "wyciskaczem klienta", tytuł/stanowisko doradcy (a najczęściej doradczyni) ZUPEŁNIE nie koreluje się z jego/jej faktyczną działalnością.
    • Banał: Polskie banki (a celuje w tym Getin Bank) za nic sobie mają zakaz sprzedaży wiązanej, skoro w rozmowie z klientem (którą przecież można nagrać) oferują dodatkowe produkty jako sposób na uzyskanie jakichś "bonusów". W rozmowie z klientką "doradczyni klienta" powiedziała otwartym kodem: " to ubezpieczenie jest dla banku sposobem na obejście ustawy ograniczającej...". I mówienie czegoś takiego jest legalne?
    • Regułą w Getin Banku jest proponowaniu każdemu klientowi z osobna indywidualnej stawki/marży podczas udzielania kredytu. Sam to przerabiałem biorąc kredyt hipoteczny w GB w 2010 roku. Zaproponowano mi atrakcyjną marżę, a następnie po kilku dniach dostałem pismo radośnie informujące mnie o udzieleniu mi kredytu hipotecznego tyle, że ... z dwukrotnie wyższą marżą. Na moje oburzenie, że nie tak miało być kierowniczka oddziału Getin Banku w Luboniu twierdziła, że nic nie da się zrobić. Kredyt wziąłem w GB, tyle że nie w tym oddziale i nie z taką marżą, jaką mi wstępnie zaproponowano. A zatem gdybym - jak przeciętny "jeleń" - wziął zaproponowany kredyt, to wytargowany w tym Oddziale czysty zysk zostałby właśnie tam, bo placówki te pracują na franszyzie i mają w nosie globalny wizerunek Getin Banku.
    • Wniosek wypływający z powyższych spostrzeżeń jest stosunkowo prosty. Jeśli Bank w ramach umów franszyzowych nie nakazuje oddziałom jednolitej polityki nakazującej im stosowania pewnych etycznych norm, a oddziały Getin Banku mogą stosować indywidualne - i z punktu widzenia klientów, chytre i podłe - praktyki, to każda z placówek intensywnie pracuje na własne konto, tyle tylko, że sumarycznie psując w przyspieszonym tempie wizerunek marki (Getin Banku). Działa tu ten sam mechanizm, który zauważył niejaki Mikołaj Kopernik a propos psucia pieniądza.

    czwartek, 27 września 2012

    KNF rusza się, a w kazdym razie daje oznaki życia

    Wygląda na to, że instytucja nadzoru jaką jest KNF (Komisja Nadzoru Finansowego wreszcie ruszyła/kiwnęła palcem. Wydała z siebie ryk w następującym dokumencie: Praktyki banków

    środa, 12 września 2012

    Plan Regularnego Oszczędzania Zabezpiecz Przyszłość cz. II

    Jest to dalsza część mojej historii z Getin Bankiem, którą opisałem w swoim pierwszym poście. Zbulwersowany po wizycie 8 sierpnia w Getin Banku w Luboniu poszedłem tam po 2 dniach i złożyłem skargi na Getin Bank, po czym 16 sierpnia 2012 roku odwiedziłem oddział Getin Banku w Luboniu i ...



    Pracownica banku Anna S. odmówiła mi wydrukowania ponownie (w dniu 16 sierpnia 2012 roku) tabeli wykupu dla mojego ubezpieczenia, tłumacząc, że wydrukowana dla mnie 8 sierpnia tabela wykupu jest wewnętrznym dokumentem Getin Bank (nie posiadający żadnych logo firmowych, tytułu itp. informacji) i że ona tę tabelę wydrukowała przez pomyłkę. Czyli w listopadzie ub. r. również placówka bankowa, w której kupowałem ten produkt, nie posiadała takiej tabeli, bo nie ma takiego druku w Getin Banku przygotowanego dla klienta banku. Dając mi do podpisu umowę z zapisem, że zapoznałem się z warunkami będącymi w załącznikach Getin Banku z góry zakłada, że klient podpisuje, że zapoznał się z tym, czego mu nie pokazano (bo taka tabela nie jest dokumentem dla niego przeznaczonym). Na moją wyraźną prośbę pracownica Banku podała mi wycenę funduszu, o który oparty jest "mój produkt". Podała, że urósł z 395 zł w listopadzie 2011 roku do 419 zł w dniu 16 sierpnia 2012 roku. Na moje żądanie napisania tego mi na piśmie wielokrotnie mi odmawiała i w końcu skontaktowała się telefonicznie z kimś w centrali i po minucie wyświetliła mi na monitorze informację, że jednak jest inaczej i że indeks mojego produktu spadł z 250 zł w listopadzie ub. r. do 154 zł w sierpniu br. (czyli spadł o 40%)[1]. Na moje wyraźne żądanie podpisała się pod sporządzoną przeze mnie notatką z powyższymi danymi (załącznik nr 2). Jest to niechlujny i mało istotny dokument, ale ilustruje trudność otrzymania czegokolwiek na piśmie od pracowników Getin Banku. Z zamieszczonego w internecie bilansu tego funduszu na dzień 30 czerwca 2012 roku wynika wprost, że jest on dosłownie zżerany przez zarządzający nim fundusz Open Life GP5 UFK (w bilansie widnieje 9,5 mln zł straty na czerwiec 2012 r. z początkowych 23,7 mln zł aktywów w listopadzie ub. r.). Na marginesie: sprawdziłem jak ma się sprawa kolejnych edycji (zwanych przez Getin Bank subskrypcjami) tego indeksu i stojących za nimi funduszami: Open Life GP6 UFK, GP7 ... GP14. Każdy z nich utrzymuje wartość startową do zakończenia subskrypcji (np. u mnie były to 3 miesiące, a dla produktów o subskrypcji 1-miesięcznej utrzymują fason przez miesiąc), aby potem gwałtownie pikować w dół o kilkadziesiąt procent!

    Poprosiłem ją również o regulamin mojego funduszu oraz o tabelę opłat i limitów. Wręczono mi regulamin zupełnie innego funduszu UFK Open Life GP14 (załącznik nr 4) oraz tabelę opłat i limitów (zał. nr 5) jeszcze innego funduszu (prawdopodobnie funduszu Open Life GP13 UFK o subskrypcji od 1 sierpnia 2012 roku do 31 sierpnia 2012 roku - uważam tak, gdyż kod produktu to T/I/GB/OGIR101/013) twierdząc, że nie posiadają regulaminu funduszu, który mi placówka ta sprzedała (czyli Open Life GP5 UFK). Tabela ta według moich wyliczeń (poprzez porównanie z wydrukowaną dla mnie w Getin Banku w Luboniu tabelą w dniu 8 sierpnia) różni się, co do warunków i kwot. Również podczas tej wizyty wręczyła mi warunki ubezpieczenia - prawdopodobnie dotyczące innego funduszu (brak informacji o funduszu, którego dotyczą).




    P.S. Teraz jak to piszę jestem już po rozmowie z zastępczynią dyrektora regionalnego, która stwierdziła, że dla niej znalezienie dokumentów związanych z moim funduszem nie stanowi żadnego problemu ... ona po prostu znalazła je w sieci... Ale na moje pytanie: "w jakiej sieci?", odpowiedziała: "w wewnętrznej sieci Banku". Dobre, prawda?

    poniedziałek, 10 września 2012

    żeby nie było, że nie ostrzegałem

    Przyglądając się od maja 2012 roku temu, co narasta wokół Amber Gold i linii lotniczej OLT Express, wyrokowałem wówczas, że stanie się tak, ... jak się stało. Pamiętam jak mówiłem swojej żonie: "zobaczysz, okaże się, że kilkaset tysięcy ludzi kupiło sobie bilety na jesienny wypad weekendowy np. do Wenecji. Zobaczysz, że OLT Express nie dotrwa do jesieni (bo wtedy miały zacząć się rejsy zagraniczne OLT Express) i po zbadaniu sprawy przez prokuraturę okaże się, że na dany rejs np. 26 października OLT sprzedał np. 10 000 biletów w jednym samolocie." Cóż, teraz mogę sobie pisać, że już wtedy to przewidziałem. Kto mi teraz uwierzy, że tak prorokowałem?

    Dlatego też muszę podzielić się ze swoim "proroctwem" dotyczącym Getin Noble Banku. Po artykule w Rzeczpospolitej o dynamicznym rozwoju rynku ubezpieczeniowego, w którym jest taka oto fraza: "Jak wynika z raportu Analiz Online, największy wzrost aktywów w ujęciu procentowym zanotował segment funduszy dłużnych ... W analogicznym okresie wzrosły także aktywa funduszy ochrony kapitału do poziomu 8,6 mld zł, czyli o 16,2 proc. W tym przypadku wysoka dynamika aktywów, to przede wszystkim zasługa Open Life TUŻ, które w niecały rok po rozpoczęciu działalności operacyjnej osiągnęło blisko 5-procentowy udział w rynku." Dodam od razu, że Open Life TUŻ to część grupy kapitałowej Getin Noble Bank. 

    Towarzystwo to (Open Life TUŻ) w ramach grupy ubezpieczeniowej Getin Życie sprzedaje tak naprawdę produkty strukturyzowane (Pareto, Pareto II, Pareto III, Libra, Lucro, Kwartalne Zyski, Światowe Rynki, Plan Systematycznego Oszczędzania Zabezpiecz Przyszłość, Better Future itp.), które niczym bomba z opóźnionym zapłonem uderzą (zdaniem moim, zdaniem ekspertów finansowych, zdaniem każdego, kto dokładnie przeczyta, jak zbudowane są te produkty) w dziesiątki tysięcy (jeśli nie setki tysięcy) klientów, którzy staną się ich nabywcami. Uderzą, to znaczy: po zakończeniu życia każdego z tych produktów klient zgłosi się po odbiór swoich pieniędzy i dostanie jakiś marny ochłap i to w nominalnej wartości (bez uwzględnienia inflacji). Okaże się po prostu, że indeks, na którym były oparte, będzie po prostu zakładem, który nie wygra (np. okaże się, że indeks zakładał, że indeks giełdowy Wig20 będzie większy od 3500 punktów, a może indeks będzie zakładał, że będzie mniejszy od iluś tam, nie ma jak tego sprawdzić). Produkty te są agresywnie oferowane "każdemu Kowalskiemu", a sprzedawcy najczęściej sprzedają je jako analogiczne do lokaty bankowej, ale zagajając: "no wie Pan/Pani, forma ubezpieczenia to po to, żeby uniknąć zapłaty podatku Belki". Albo tak, jak jest to w reklamie w ramach poradnika Getin Banku wraz z dziennikiem Fakt (gdzie piszącym reklamę "dziennikarzem" jest pan Wojciech Sury, obecny rzecznik prasowy Getin Noble Banku): "bezpieczny i o niskich kosztach sposób zmuszający do systematycznego oszczędzania". Czysta kpina!

    Jestem przekonany, że za 10-15 lat wybuchnie afera o skali kilkudziesięciokrotnie większej od Amber Gold, bo w grę wchodzić będą straty klientów rzędu kilkunastu miliardów złotych. I co? I będąca wówczas przy władzy partia ABC zrzuci całość winy na wygrzewających się na tropikalnych plażach podstarzałych polityków, którzy obecnie nami rządzą. A działania można podjąć teraz, po to w końcu mamy: KNF, UOKiK, Rzecznika Ubezpieczonych, Prokuraturę (przecież tu jest mowa o par. 286 K.K. i par. 86 K.C.), a na samym końcu tego łańcuszka jest w końcu jakiś Minister Sprawiedliwości? No, ale wszystkie te instytucje są czyste, bo przecież formalno-prawnie wszystkie umowy są ponoć poprawne, a że tysiące ludzi jest oszukiwanych i wprowadzanych celowo w błędne przeświadczenie o "produkcie" finansowym, który nabywają?

    Dlaczego uważam, że są setki powodów, aby mniemać, że za kilkanaście lat nie będzie śladu po tych, którzy sprzedali takie "toksyczne" produkty. Wystarczy spojrzeć na mnogość podmiotów w ramach grupy Getin: Getin Bank, Getin Noble Bank, Getin Online, Open Life, Getin Życie, Open Finance, GetBack, TaxCare, Home Broker, Internetowe Biuro Maklerskie. I w danym momencie niektóre z podmiotów są kurami znoszącymi złote jajka (teraz chyba będzie taką kurą nienotowana na giełdzie firma ubezpieczeniowa Open Life i windykacyjna GetBack), a niektóre są "chłopcami do bicia" (teraz chyba jest to posiadający mnóstwo placówek w formie franszyzy Getin Bank (tam chyba pan L.C. nie posiada już akcji, więc nic nie straci na finansowym obsunięciu się tej spółki) oraz Getin Holding - wystarczy spojrzeć na jego notowania giełdowe za ostatnie 12 miesięcy, żeby zobaczyć skalę upadku (obecnie kapitalizacja wynosi 1,21 mld zł, a cena akcji 1,65 zł) od początku 2012 roku (na początku stycznia br. akcje kosztowały 7,20 za sztukę!). Nie znam szczegółów, ale chyba można przeprowadzić 2 działania arytmetyczne: 1,21/1,65*7,20 = 5,28 mld zł kapitalizacji w styczniu 2012 ;)

    Uwaga: z raportów Rzecznika Ubezpieczonych za 2010 rok, za 2011 rok i za 2012 roku widać wyraźnie, że kit ten wciskają klientom nie tylko rozmaite macki Getin Banku - bawią się tymi niebezpiecznymi zabawkami takie firmy jak: Axa, Aegon, Warta, Ing, Amplico, Generali, Nordea itd. Dokąd to zmierza i kto panuje nad globalnym wypływem pieniędzy z kieszeni polskich rodzin? Halo, Houston - mamy problem ;)

    P.S. W każdym amerykańskim hotelu w każdym pokoju hotelowym na stoliku nocnym można zobaczyć Biblię. Wygląda na to, że w Polsce w każdym pokoju hotelowym (a może w każdym domu?) powinien znajdować się egzemplarz Kodeksu karnego (jako odpowiednik Starego Testamentu - jest bardziej surowy) oraz egzemplarz Kodeksu cywilnego (jako odpowiednik Nowego Testamentu). W naszym Państwie są one chyba niezbędne do funkcjonowania każdego obywatela (przynajmniej dla posiadającego jakikolwiek produkt bankowy, ubezpieczeniowy lub będący jakąś ich hybrydą - polisolokata ...)